Wycieczka do Zakopanego


Parę miesięcy przed wyjazdem moja klasa dowiedziała się o możliwości wyjazdu na wycieczkę, która będzie obejmowała zwiedzanie Krakowa oraz Zakopanego. W dniu 5 czerwca o godzinie 6.00 ruszyliśmy z Ostrowa Lubelskiego.

KRAKÓW JEST PIĘKNY

Do Krakowa przyjechaliśmy około południa i za chwilę przywitała nas pani przewodnik, która zaprowadziła nas do Zamku na Wawelu. Zobaczyliśmy tam mnóstwo  trumien dawnych władców Polski oraz trumnę Lecha Kaczyńskiego, byłego prezydenta Polski i jego małżonki. Zamek urzeka swoim przepychem oraz bogactwem kolorów. Wchodziliśmy po wysokich schodach i ciasnych przejściach, żeby ujrzeć wielki Dzwon Zygmunta. Pani przewodnik powiedziała nam, że jeżeli dotkniemy go prawą ręką, to przyniesie nam szczęście, tak też uczyniliśmy. Najbardziej spodobały mi się kolorowe oraz pozłacane kopuły Kaplicy Zygmuntowskiej, które są wzorem architektury renesansowej. Wyruszyliśmy następnie odwiedzić Kościół Mariacki, gdzie ujrzeliśmy ołtarz Wita Stwosza. Na koniec otrzymaliśmy czas wolny, czyli to, na co każdy najbardziej czeka. Ja z koleżankami odwiedziłam tutejsze KFC, gdyż byłam głodna. Kiedy skończył się czas wolny, spotkaliśmy się wszyscy pod pomnikiem i ruszyliśmy w dalszą trasę – do Zakopanego.

PIERWSZY DZIEŃ W ZAKOPANEM

Następnego ranka, kiedy zjedliśmy śniadanie, ruszyliśmy od razu w stronę Tatr. Najpierw wyruszyliśmy w stronę wodospadu Siklawa. Droga do niego była długa i wyczerpująca, gdyż padał ulewny deszcz i wszyscy musieli założyć kurtki przeciwdeszczowe lub foliowe płaszcze. Połowa wycieczki wyglądała jak krasnoludki, gdyż płaszcze te miały sterczące kaptury. Większość uczniów, włącznie ze mną, chciało wracać zaraz po tym, jak doszliśmy do wodospadu, który był ogromny i zrobił na każdym wielkie wrażenie, lecz nauczyciele stwierdzili, że skoro już nie pada deszcz, idziemy dalej. Przewodnik pokazał nam tabliczkę, na której było napisane, że do Doliny Pięciu Stawów, do której zmierzaliśmy, jest ponad dwie godziny drogi. Nikt nie był zachwycony, ale ruszyliśmy. Szliśmy bardzo długo po wysokich kamieniach, nogi nas bolały i co chwilę było słychać pytanie: „ Daleko jeszcze?”. Podczas drogi co chwilę padał deszcz i gdy w końcu doszliśmy na miejsce, nic nie zobaczyliśmy, gdyż wszystko było zasłonięte mgłą. Mieliśmy podzielić się na grupy, jedna grupa miała iść dalej a druga wracać, lecz nic z tego nie wyszło gdyż było to zbyt ryzykowne ze względu na pogodę. Podczas drogi powrotnej wiele osób przewracało się po śliskich kamieniach, ale na szczęście wszyscy wróciliśmy cali i zdrowi do autobusu. Byliśmy bardzo zmęczeni. Wieczorem poszliśmy do sklepu oraz do McDonald’a. W ośrodku, w którym przebywaliśmy, była dyskoteka, lecz ja ze znajomymi wolałam grać w karty i tak spędziłam resztę tego dnia.

KASPROWY WIERCH

Plan na ostatni dzień wyglądał następująco: zwiedzamy Kasprowy Wierch, a następnie mamy czas wolny na Krupówkach. Wyruszyliśmy. Po drodze na wyciąg, który miał nas zawieźć na szczyt, zobaczyliśmy Justynę Kowalczyk podczas treningu.  Tempo jej maszerowania zrobiło na nas wszystkich wrażenie. Byliśmy podzieleni na dwie grupy i moja grupa wyjechała na szczyt o godzinie 11.20. Bardzo nas ucieszyło, że nie było nikogo w kolejce, dzięki czemu szybko i sprawnie znaleźliśmy się na Kasprowym Wierchu. Było tam dosyć zimno oraz znajdowało się bardzo dużo śniegu, który utrudniał marsz. Niestety, tam również nic nie ujrzeliśmy, gdyż wszędzie była mgła. Można powiedzieć, że przekroczyliśmy granicę Słowacji, gdyż połowa gór była na terenie Polski, a druga na terenie naszych sąsiadów. Po jakimś czasie wróciliśmy ze szczytu i wyruszyliśmy już do ostatniego punktu wycieczki, czyli na Krupówki. Mieliśmy tam dosyć dużo czasu wolnego. Około godziny 14.00 spotkaliśmy się wszyscy przy autobusie. Większość uczestników była obładowana kolorowymi siatkami z pamiątkami dla siebie i swoich bliskich. Około godziny 14.00 pożegnaliśmy się z Zakopanem i ruszyliśmy do Ostrowa Lubelskiego.

Wycieczka była bardzo udana, myślę, że dla każdego jej uczestnika. Dużo zwiedziliśmy oraz zawarliśmy nowe znajomości. Nie żałuję, że pojechałam, gdyż przyniosła mi ona wiele wrażeń.

aut. Emilia Matyjaszczyk